Strony

czwartek, 3 lipca 2014

Turcja 2014 - podsumowanie

Teraz troszkę refleksji. Z tych pozytywnych - LUDZIE. Generalnie mają  ładną urodę – tak oboje z J. uważamy.  Co im w duszach gra to trudno ocenić - pewnie jak to wszędzie - są ludzie i ludziska.
Jako miłośnik muzyki bylem zaskoczony jednym - w czasie naszych wycieczek zawsze towarzyszyła nam w pojazdach muzyka.
Przewodnicy, czy kierowcy byli ludźmi młodymi. I naprawdę - 99% muzyki to była muzyka turecka a nie jakieś międzynarodowe hity. Muzyka czasem niezgrabnie unowocześniana i pulsująca rytmem, ale jednak w przeważającej mierze - miła dla mojego ucha i TYPOWO TURECKA.
Czarne oliwki - mmmmmmmmmm.. takie lekko podsuszone - jejku jakież to pyszne.
Ajran - boski.
Herbata - cholerka - piję w Polsce dużo herbaty, ale tamta naprawdę była SUPER. Niby zwykła a cudowna.
Słodycze - kicha jak dla mnie. Mnóstwo tego, a to co było zjadliwe to wyłącznie chałwa.
Nie poznałem prawdziwej kuchni tureckiej, bo jedzenie na wycieczkach i w hotelu to jednak nie to samo.

Koszmarna architektura - z beczkami na dachach i bateriami słonecznymi, niedokończone domy z wystającymi z dachu prętami (ponoć one MAJA pozostać niedokończone - ma to związek z jakimiś uwarunkowaniami podatkowymi), syf przy jakże wielu obejściach - przykładów parę podaje poniżej.









W podsumowaniu nie sposób nie wspomnieć o ostatniej "atrakcji" jaka zapewnił Wezyr. Otóż planowany start samolotu był o godz.5.00. Trochę się zdziwiłem, kiedy w recepcji hotelu czekał na nas fax informujący, że przyjadą do naszego hotelu już o 23.40. No ale jak w trasie do lotniska grubo po północy pani rezydentka zapodała, że „TERAZ SIĘ ZATRZYMAMY NA PÓŁ GODZINY- ŻEBY PAŃSTWO MOGLI ZROBIC OSTATNIE ZAKUPY SLODYCZY I UPOMINKOW - A TU - O PROSZĘ - SĄ KUPONY NA 20% ZNIŻKI”, to przyznam - wkurwiłem się.
Czort z Wezyrem - i tak było bardzo fajnie.
Na zakończenie - wieczorne Wzgórze Kale.










4 komentarze :

Anonimowy pisze...

Ta turecka arcitektura jakoś bardzo mi przypomina polską, prowincjonalą... no może poza beczkami na dachach
Brytusia

Mariusz Nikodemski pisze...

Brytusia, sęk w tym, ze to nie tylko kwestia samej architektury. Powszechosc bałaganu była dla mnie zadziwiająca. Jeśli odnieść ten element do polskiej prowincji, to mam wrażenie, ze polska prowincja wygladala podobnie jakies 25 lat temu.

Stardust pisze...

Nareszcie przysiadlam faldow i lyknelam te Turcje za jednym zamachem.
Przepiekne zdjecia, cudowne widoki a wiec i wspomnienia macie na pewno super.
W naszej dzielnicy (blisko metra) jest sklep spozywczy ze smakolykami z tamtych rejonow swiata. Kupujemy tam czesto rozne produkty, bo maja tez wiele z Europy Wschodniej, ale nigdy slodycze. Tureckie slodycze sa tak slodkie, ze ja nie moge nawet sprobowac. Za to czarne oliwki to nasze ulubione, Ajran tez mi smakuje wlasnie tureckiej produkcji, a Wspanialy uwielbia Tureckie pepperoncini bo sa naprawde bardzo ostre. Mam wrazenie ze wykupil juz caly zapas jaki mieli w sklepie:)))
Kiedys bylam w tureckiej restauracji w Philadelphii to bylo przezycie na wysoka skale. Restauracja wydaje obiad tylko dwa razy dziennie o 17tej i o 19:30 i trzeba sie zapisywac na ktora godzine chcesz przyjsc.
Cala ceremonia obiadu trwa ponad 2 godziny i sam obiad sklada sie z siedmiu czy tez osmiu roznych dan. Z tym ze daniem w tym momencie sa tez owoce i herbata, ktora jest nalewana w malenkie naczynia (cos w rodzaju japonskich kubkow na herbate) z wysokosci ok metra.
Siedzi sie na miekkich kanapach a dania sa podawane na niski stol i je sie rekami, w ogole nie podaja sztuccow. A cala sala wyglada jak turecki namiot. Na scianach wisza tureckie dywany, kelnerzy ubrani w tradycyjne stroje. Naprawde przezycie:)))

Mariusz Nikodemski pisze...

Stardust - dziękuję.
W tych tureckich słodyczach to właśnie nic poza słodyczą nie ma. Żałuję, że w czasie naszego krótkiego pobytu nie było okazji popróbowania takiej prawdziwej kuchni.