Strony

poniedziałek, 5 października 2015

Gruzja - 11 września 2015 - Kazbegi-Achalciche + to i owo po drodze

Poranek w Kazbegi. Na niebie lazur. Ech - tak to miało być wczoraj. No, ale przynajmniej z dołu spróbuję pstryknąć "pocztówkowy" gruziński widoczek. Lecę do miejsca, gdzie góra nie przesłania mi Cmindy Sameby i Kazbeka.







Znów ruszamy Gruzińską Drogą Wojenną - tym razem w przeciwnym kierunku. I znowu widoki są oszałamiające - nawet zza szyby busa.














































mobilna pasieka



























Za miejscowością Pasanauri spotykamy się z Miszą - szefem firmy, która organizuje nam rafting. Tylko 6 osób z ekipy jest chętnych.










Ależ to były emocje. Aż trudno uwierzyć, że woda miała 14 stopni Celsjusza. Tylko pierwsze zalanie wydawało się lodowate, potem było gorąco.
Jedziemy dalej. 
Mijamy Twierdzę Ananuri.

STOP. Droga zatarasowana, a na niej -  skały.


Ściągnięto już ekipę, która zrzuca na drogę to, co jeszcze może spaść z urwiska.



Przerwa w podróży trwa ok. 45 min. Na drodze tworzy się korek.

Powyższa fotka była robiona na samym początku postoju. Nasz bus - po lewej stronie. Aż trudno uwierzyć, że po prawej stronie busa ustawia się dodatkowy samochód ("ja zdzies chaziain" - mówi kierowca samochodu z rosyjską rejestracją - hm...), a za nim - cały sznur. Tuż przed otwarciem ruchu na obu pasach jezdni stoi 5 rzędów samochodów, które ruszają JEDNOCZEŚNIE. 
A przecież z przeciwnej strony zapewne rusza podobna kawalkada.
Jednak nie. Po przeciwnej stronie, ku naszemu zaskoczeniu samochody grzecznie stoją jeden za drugim. No i obyło się bez kraksy.

Znów mijamy zbiornik żinwalski.



Przerwa na jedzenie.


tradycyjna sałatka

j.w. ale z posypką orzechową

smażone barabułki - ależ to było dobre

zupa fasolowa - łobio

Jedziemy dalej.




Mijamy Gori. Trochę dziwne uczucie, kiedy Ewelina wspomina,że mijane właśnie koszary są nowe, odbudowane po 2008 roku, kiedy poprzednie zabudowania do cna zostały zburzone podczas bombardowania. Kurcze - to zaledwie 7 lat temu było.








Niska zabudowa - to osiedla dla przesiedleńców z Abchazji.
Warunki są tam ponoć bardzo kiepskie. Gruzińskie władze budują nowe bloki, o planowanym lepszym standardzie, jednak nie ma chętnych do ich zasiedlenia.


Całodobowy przydrożny targ owocowo-warzywny.












Pan z ostatniej fotki, słysząc, że jestem z Polski naładował mi w torebkę brzoskwiń, śliwek i gruszek i zobowiązał do pozdrowienia Barbary Brylskiej.

Mijamy miejscowość Chaszuri, w której po obu stronach drogi prowadzona jest sprzedaż wąskospecjalizowana - hamaki, leżaki.
Tylko tu się specjalizują w tego typu wyrobach.






Tyle podróży na dziś. Nocleg w Achalciche.

3 komentarze :

Anna Nadga pisze...

No tak, z pogodą tak bywa, że akurat jak nam zależy, to się psuje... Ale i tak nie było źle poprzedniego dnia, a tego, to już bajka :)

Ciekawe, dlaczego tyle TIR-ów jedzie. Jak byłam w lipcu ubiegłego roku, to tak nie było. Wygląda, jakby jakąś trasę zmienili.

Z tych owoców, to dla mnie najlepsze figi :) Nigdzie nie jadłam smaczniejszych niż w Gruzji przy drodze :)

Piękne zdjęcia, czekam na kolejne :)

Mariusz Nikodemski pisze...

Anno, TIRy drogę do Wladykaukazu mają tylko jedną. Może akurat jakaś kumulacja transportów była.

Monika Bo pisze...

fantastyczny widok